Nie pukać. Nie czekać. Odejść
wtorek, 05 stycznia 2010
Na nowo, po nowemu, w nowym, nowe, nowa, nowy

Postanowienia na Nowy Rok są takie: myśleś pozytywnie i nie stresować się byle czym, nie odkładać niczego na później i jak już zacząć, to skończyć. Tylko tyle i aż tyle.

Zgodnie z powyższym wykonałam telefon w sprawie kursu tańca, na który czatuję razem ze swoim głąbem. Dylemat do roztrzygnięcia: tańce latynowskie (gorąca samba, ponętna salsa, czy energiczna rumba) czy może czysta klasyka z szelestem sukni, kołyszącej się w rytm walca, buchającego żarem tanga czy śmisznej cha chy? To się wybierze. Najważniejsze zrobić pierwszy krok. Nie wierzę, że chcemy stawiać nasze pierwsze taneczne kroki blisko siebie. Cudownie.

Podziałała również zasada pozytywnego przyciągania. Myślałam o zapisaniu się na siłownie i odważyć się i wreszcie wejść do basenu. Takiego z wodą. I popłynąć niczym stara, lekko wystraszona ropucha. I przy odrobinie szczęścia dopłynąć, wypłynąć i popłynąć raz jeszcze. Rozmyślałam od x czasu, nawet strój i czepek zakupiłam. Dziś sms z centrum sportowego, do którego nosiłam swego czasu dupsko, że ofertę mają cud, miód, malina, że za niewiele i że wszystko. Jak się oprzeć? Grzech to by był. Tak więc jutro idę ostatnie monety z dna kieszeni wydobyć i rozpocząć przygodę z basenem. Z wodą. Boże mniej mnie w swojej opiece.

I co jeszcze? To będzie dobry rok. Czuję to:)

Dla wszystkich: Szczęśliwego!

"Styczeń:
Z wód Styksu wypływa,
zmoczony,
parskając zapomnieniem -
Nowy Rok"

piątek, 27 listopada 2009
Kto mi da?

Z obliczeń wynika, że mam niedowagę. Jakieś 4 kg. Hmmmmm.... Plan na następny miesiąc: zdobyć i utrzymać te 4 kawałki, tak żeby BMI było w normie. Jak to zrobić? Co jeść? czego unikać? Pomocy!!! Potrzebuję 4kg. Idę na spacer, może znajdę gdzieś na ulicy;)

23:54, jurtina
Link Komentarze (2) »
Przemyślenia

Jeśli jeszcze ktoś mi powie, że jest w ciąży, to ja przeprowadzam się do pokoju bez klamek. Najpierw moja bliska znajoma. Później moja dawna wielka miłość. Teraz moja dawna podopieczna. Dwie inne się starają, ale nic im nie wychodzi. A ja czuję się po prostu, najnormalniej w świecie zazdrosna....

11:05, jurtina
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 listopada 2009
Bliźni w potrzebie czyli uciekaj gdzie pieprz rośnie

Za dużo gadam. Za dużo gadam o sobie. Muszę skupić się na tematach obojętnych, takich o niczym, takich jak: pogoda, warunki gospodarcze, zjawiska przyrodnicze i ceny promocyjne w sklepach, albo takich ogólnych: jak wszechobecna recesja, świńska grypa i nowe cycki Dody. Muszę nauczyć się stać z boku. Nie angażować się, nie pomagać, nie wnikać, nie przeżywać. Bo ludzię świadomie, czy nie świadomie potrafią twoją dobroć wykorzystać i podnieść ci ciśnienie. Tak jak dziś jedna z panienek, straszych babek właściwie, która z jasnymi instrukcjami pt "jak dojść do danego miejsca" nie mogła trafić pod mój dom. Deszcz napierdala, panna prawie płacze w słuchawkę "bo ja nie wiem, gdzie jestem. Bo ja tu pierwszy raz" to ja głupia wsiadam w samochód i jadę po nią. Po co?! Powinnam siedzieć na dupie i czekać aż przyjdzie, nawet gdyby jej to miało zająć godzinę. Bo jak ktoś nie rozumie: Na rondzie skręć w lewo, to ja już nie wiem, w jakim języku mam gadać do takiego człowieka. Ale nic. Chcę pomóc bliźniemu w potrzebie. Pomagam. Przywożę. Tracę paliwo. Tracę czas. Tracę nerwy, bo korek niemiłosierny i te kilkadziesiąt metrów lepiej przejść niż przejechać. No ale przecież pada, a ona taka starsza, nieporadna, samotna, pierwszy raz w tej okolicy. To pomagam. I co słyszę, gdy wysiadam z samochodu? "Obdrapany masz ten samochód" Noż kurwa, jego mać. Ja jej dupę przywożę a ona takim tekstem mi dziękuję. Nie mogła tego zachować dla siebie? Nawet jeśli obdrapany, to chuj jej do tego chyba, nie?

00:15, jurtina
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 października 2009
Święty spokój

Ludzie mieszkania kupują, domy budują, dzieci rodzą...

A ja się boję wielkich zmian. Siedzę cicho w kącie i zagryzam paznokcie, żeby tylko przymus podjęcia wiążących decyzji nie przywalił mnie swoim wielkim cielskiem. Lubię mieć świadomość, że nie muszę nic. Wtedy poranna rosa pachnie lilią wodną, a chleb nie płacze okruchami, gdy przyciśnięty zimnym ostrzem poznaje swój los. Jest tak, jak być powinno. Cicho i spokojnie. Bez wielkich decyzji i szumnych akcji.

Nie lubię podejmowania decyzji. Podobno człowiek lubi mieć wybór. Czy ktoś pomyślał, o ile spokojniej zasypiałoby się, gdyby świat pozbawiony był kilku opcji? O ile łatwiej przyszłoby nam zaakceptować, to co się wydarzyło? Brak odpowiedzialności, brak gorzkiego słowa "żałuję", czyste pogodzenie się z tym, co przyniósł nowy dzień. Bo przecież nie było innej możliwości. Czarna sukienka czy czerwona? I stoimy w sklepie przez 20 minut, wlepiając się w lustro, łąmiąc sobie głowę nad pytaniem którą wybrać. A mogłoby być tak prosto: Przykro mi, dostępne tylko w czarnym kolorze. To poproszę w takim razie, niech będzie czarna. Dziękuję, do widzenia. Bez problemu, bez wyboru...

19:03, jurtina
Link Dodaj komentarz »
sobota, 03 października 2009

Jeśli nie piszę, to znaczy, że jest ok. Jak byłam mała pisałam pamiętnik. To był smutny pamiętnik. Pięknie pisałam, tylko gdy moja dusza płakała. W radości nie umiałam przelać słów na papier. Czy każdy tak ma?

środa, 26 sierpnia 2009
Utonąć w niewyjaśnionym

Jestem wkurwiona. Jakaś zawiedziona, być może bez powodu.... P kilku dniach "niewidzenia" zamiast wpaść mu w ramiona, mam ochotę nakopać mu do dupy. Bo jestem wściekła na jego kolejne zachowanie. Czasami myślę, że wariuje, ale zaraz później dochodzę do wniosku, że nie, wymagam tylko traktowania mnie jak księżniczkę. Zwracam uwagę na drobiazgi, na szczegóły, czepiam się, wyłapuję rzeczy małe, ale przymykam oko na wiele innych ekscesów.

Wczoraj miły sms z dopiskiem: co porabiasz?

No jeśli Twój facet, z którym chcesz budować rodzinęm, jest daleko, to chyba masz prawo wiedzieć, gdzie i z kim spędza czas. A może to ja jednak jestem zaborcza?

Ten dupek mój najdroższy pisze: jestem ze znajomą na piwku. I tu już mnie podkurwił. Takie małe, a spowodowało wzrost poziomu hodowanej przeze mnie agresji. Bo gdyby podał jej imię, to nie byłoby żadnego problemu. Tak jak dzień wcześniej: napisał, że jest u swojej przyjaciółki. Pozdrowiłam ją nawet, choć nie znoszę jej osoby! A tu urosło jakieś dziwne niezadowolenie. Bo on mi pisze, że jest ze znajomą na piwku. Pytam grzecznie czy znajoma ma imię, choć jestem już podkurwiona faktem olania mnie w ten sposób. Wystarczyło napisać: Jestem z Kaśką na piwie. I ok. Choć jej nie lubię, niech to piwo piją. Ale nie, on musiał napisać: jestem ze znajomą... Nie lubię, gdy traktuje mnie w ten sposób. Nie znoszę tego uczucia. Ciekawe, czy on byłby zadowolony, gdybym w odpowiedzi na pytanie z kim jestem, albo co robię napisała: jestem ze znajomym na piwku.... Znajomy... Znajoma... Nie umiem pozbyć się uczucia, że mój własny, prywatny facet robi mnie w chuja. Nie w sensie zdrady... O to go jeszcze nie podejrzewam. Tego jeszcze nie czuję. Czuję natomiast, że dzieje się źle, że kręcą się baby, którę będą kością niezgody.

Nie mam humoru. Nie cieszy mnie, że dziś wieczorem wraca do domu Jestem znowu smutna i jakaś zawiedziona. Chciałabym przytulić się do niego i utopić w zapachu jego włosów, ale jest we mnie tyle zawiedzionych emocji, że moja blokada samoistnie przełączyła się na przycisk on. Nawet nie chcę o tym rozmawiać, bo pczywiście zaraz będzie, że przesadzam, wyolbrzymiam, jestem nadpobudliwa itp. itd A ja po prostu czuję  i widzę więcej....

Bilans ostatnich tygodni

1. Jazda samochodem idzie znacznie lepiej. Mało tego: zaczynam uważać, że mam szansę być całkiem niezłym kierowcą. Jeszcze tylko muszę zapamiętać, że w nocy najpierw należy włączyć światła, bo na pozycyjnych to daleko się nie zajedzie;) Tankowania boję się, jak diabeł święconej wody. To ten filmik krążący na utubie skrzywił moją psychikę.

Za tydzień jazda próbna przed egzaminem. Ciekawe co odwalę?

2. Nadal nie mam pracy. Staram się myśleć pozytywnie. Kto powiedział, że muszę pracować dla kogoś? Może powinnam posłuchać własnego serca i założyć szkółkę nauczania początkującego? Robiłabym to, co lubię. Byłabym panią sama dla siebie. Początki byłyby zapewne ciężkie, ale może warto podjąć ryzyko? Muszę przemyśleć.

3. Chcę dziecko, albo psa. Cokolwiek, czym, kim mogę się opiekować. Jestem już stara, na robienie kariery już za późno. Chcę zpostawić po sobie, jakiś ślad. Tyle pięknych ubranek na wieszak się marnuje.

4. Mój wybranek o dziwo, chętniej przyjął opcję dziecka, aniżeli czworonoga. Dziwny jakiś. Od jutra łykam więc kwas foliowy, golę regularnie nogi i pachnę seksem.

5. On mnie kocha. I chce mieć ze mną dziecko. Wkurwia mnie jednak. Lepiej z tym dzieckiem poczekać.

6. To tak na szybko. Poczułam chęć wystukania choć kilku zdań. Kocham życie do góry nogami.

niedziela, 05 lipca 2009
Przeczucia

Nie mogę pozbyć się myśli, że coś się między nami kończy.

Czasami mam ochotę spojrzeć na niego i zapytać: "czy ty mnie jeszcze kochasz?" albo lepiej z bólem w sercu stwierdzić "Ty już mnie nie kochasz" Mam jakieś złe myśli. Że jest ze mną ze względu na te kilka lat spędzonych u mego boku... Czuję się niekochana, zaniedbana, pomijana, niezauważana. Znowu.

Czuję, że nie jest ze mną szczery. Że coś przede mną ukrywa. Że ma kontakt z inną kobietą. Że mi o tym nie mówi. To tylko przeczucia, ale moje przeczucia mają to do siebie, że potrafią mnie zamęczyć, owinąć się wkoło szyi, piersi i dusić. Nie umiem się ich pozbyć. I jeszcze ten sen:

Na jego pulpicie znalazłam zdjęcia z naszych wspólnych wakacji. Sztuk około 15. Z każdego byłam wycięta ja. On na plaży, obok wycięta ja. On na łące - obok wycięta ja. On na statku - obok wycięta ja. Na każdym zdjęciu tylko jego twarz, mnie nie było na żadnym. Zaniepokoił mnie ten sen. Każdy sen mnie niepokoi, bo wierzę w moc, której nie potrafię opisać.

Czuję się niekochana. Znowu. Więcej czasu poświęca na pisanie bloga, odpisywania na komentarze, niż kontakt ze mną. Kiedyś pisał do mnie smsy i mejle, w których próbował słowem zdobyc moje uznanie. Teraz więcej czasu poświęca na odpisywanie na komentarz obcej babie. Jestem zazdrosna. Nie podoba mi się to. Nie podoba mi się jej zachowanie. Jej komentarze, z których wynika jasno, że mają kontakt. Ja to czuję. I nie podoba mi się to w ogóle. A jeszcze najbardziej nie podoba mi się fakt, że dzieje się to za moimi plecami.

Może ja już mu nie wystarczam? Może moja babcia miała rację mówiąc, że jak się facet za młodu nie wyszaleje, to później mu odbija? Może lepiej było ulokować swoje uczucia w kimś, kto przeleciał pół wydziału? Może wtedy nie miałabym tych złych przeczuć?

Najprościej byłoby podejść i po prostu zapytać: Czy utrzymujesz za moimi plecami kontakt z tą i tą? Tylko na dobrą sprawę nie mam żadnych dowodów... Jeden komentarz, z którego wynika, że On cytuję Ją, to jeszcze nic... Ach, zginę uduszona złymi przeczuciami.

On szuka wrażeń.... Nie mogę pozbyć się tego głosu, szumiąceg w mojej głowie.


wtorek, 16 czerwca 2009
Powietrze

Poczułam się, jak powietrze

Oni wszyscy stali, rozmawiali, gromadka dzieci w wieku już myślącym, dorosłych sztuk 4

Patrzyli na siebie, mówili do siebie, odwróceni do mnie plecami dyskutowali na temat koloru farby

A ja stałam, zagubiona, niewidzialna, totalnie olana

Nikt nie zapytał kim jestem i skąd się wzięłam, nikt nawet na mnie nie spojrzał. Zupełnie jakby mnie nie było.

Cicho odeszłam

Nikt nie zauważył

Dlatego tak bardzo kocham psy. One przynajmniej mnie zauważają.

Ciężkie jest życie na obczyźnie, nawet jeśli zna się język na poziomie komunikatywnym.

 
1 , 2 , 3 , 4
statystyka